Ania i Grzegorz

Już kiedy wysiadłam z tramwaju i przywitał mnie wygrzewający się w słońcu kejter przy warszawskim barze Sady czułam podskórnie, że to będzie naprawdę dobry dzień na fotografowanie. Ania i Grzegorz sprawili, że tak właśnie było. Ich ślub to kwintesencja luzu, naturalności i szczerych emocji. A jak wiadomo uwielbiam, gdy pary podchodzą do swojego dnia w swobodny, niewymuszony sposób, a ja mogę biegać dookoła i fotografować.





Ta para artystów (koniecznie sprawdź projekt Melius Care), postawiła na pełną autentyczności celebrację. Bez pośpiechu, bez stresu – za to z masą radości i bliskości. Zamiast klasycznej sesji ślubnej, przed ceremonią wybraliśmy się na spacer po osiedlu – w towarzystwie psa i świadków. Była górka, ulubiona ławka i psie sprawy – te ostatnie wywołały najwięcej śmiechu i wskoczyły na listę ulubionych ujęć.
























Następnie pojechaliśmy do Pałacu Ślubów, gdzie przed ślubem był jeszcze czas na kolejny spacer, tym razem po Warszawskiej Starówce i dołączyła do nas Pani Mama. Ślub odbył się w kameralnej atmosferze, w otoczeniu najbliższych – uśmiechy i przytulasy towarzyszyły nam przez całą ceremonię. A po uroczystości? Żadnych samochodów, żadnej gonitwy – wszyscy wspólnie przeszliśmy pieszo do restauracji. Raj dla fotografa, kopalnia kadrów!


























































Ania i Grzegorz początkowo chcieli tylko 20 zdjęć. Ale gdy wysłałam zdjęcia do wyboru… skończyło się na ponad 400 kadrach! To najlepszy dowód na to, jakie znaczenie mają wspomnienia uchwycone na fotografiach.
Jako fotograf ślubny i jako ja totalnie lubię takie dni – pełne emocji i ludzi, którzy w swoim klimacie celebrują to, co najważniejsze.





